pewne sprawy wypadają
z obiegu
straciłem w śmieciach
obraz ten -
zawieszony na skalnej grani
pomiędzy mną i Bogiem

ból i chęć trwania
ta karuzela szaleństwa
odbiera mi imię
od dni, poranków, przedpołudni, południ i po
nie czuje specjalnego żalu

cisza zapiera się
brudnymi buciorami
w ciemny korytarz

uchylam tylko drzwi
bezradnie stojąc w progu
wsłuchuje się we własne tętno
dom mój
tu

sen powtarza się
cierń unosi lewą stronę
biegnę odwrotnie w białej szmacie
do słońca
potykam się i prawą stronę
dopada w objęcia
miażdży mi łeb całkiem pośrodku
obsranej żarówki
z napisem wyjście

no to idę
jak miałem iść
wyrzygany w bezimienne ścierwo
przykładać pajęczynę wilkom i hieną
padlinę ich odmartwiać serdeczną
obsypując kwieciem spragnione dziewice
miłości martwych aniołów
dzieci

może jutro
jakiś nadworny kutas
pogasi za mnie
wszystkie żarówki
i kroki wreszcie ucichną


---
zvd